|
Nareszcie znalazłem chwilę,żeby napisać parę słów na temat pewnej historii.Nie byłem jej świadkiem,ale osoba,która mi ją relacjonowała jest wystarczająco wiarygodna.Osoba ta to ojciec zawodnika ,który wystartował na zawodach w Jelczu,na Swoich pierwszych zawodach o których marzył od dawna.Tu należy się czytelnikowi kilka słów wyjaśnien. Wojtka poznaliśmy około 6 miesięcy wcześniej.Mieszka w małej miejscowości pod Wrocławiem.Poprzez sklep modelarski szukał kontaktu z osobami podzielającymi z nim pasję jaką jest modelarstwo kołowe.Trafiło na Nas.Na zaproszenie tego młodego ,15 letniego pasjonata ,wybraliśmy się do jego miejscowości.Tam grupka „kumpli” pokazała nam asfalt z namalowanym torem.Był to dla Nas szok.Historia jaką opowiedzieli nam ci chłopcy wprawiła nas w osłupienie.Te trudności jakie napotykali szukając pomocy i tej materialnej i tej duchowej ,niejednego zniechęciłyby już w przysłowiowych przedbiegach.Oni się nie poddali…Tor namalowali za „skarbonki”. W luźnej rozmowie chyba Michał podpowiedział chłopakom,że łatwiej będzie im ,kiedy założą uczniowski klub. Od tego czasu upłynęło trochę „ciszy”,a to z powodu Naszej walki z załatwieniem papierków,a to za sprawą zimy. Kiedy nasz Klub zaistniał „papierowo” postanowiliśmy odświeżyć znajomość.Telefon do Wojtka.Jak zwykle w słuchawce usłyszeliśmy entuzjazm w głosie i ponowne zaproszenie.Pojechaliśmy. Na miejscu zastaliśmy tor domalowany do końca (trochę błędów wynikających z braku doświadczenia zawodniczego) i podest.Wojtek natomiast otwierając trzymaną teczkę pokazał nam pełną dokumentację zarejestrowanego w urzędzie ,Klubu Uczniowskiego,kwit na prawo używania toru oraz prawo do pomieszczenia,w którym klubowicze trzymają gotowe już elementy zabezpieczenia toru (bandy drewniane). Na spotkanie przyjechał również ojciec Wojtka i opowiedział nam historię pierwszych zawodów syna .A była to Eliminacja Mistrzostw Polski pod patronatem LOK w Jelczu. Mała obsada tych zawodów,no i atmosfera nie sprzyjała integracji.W pierwszym biegu eliminacyjnym,mało doświadczony zawodnik (Wojtek) popełnił błąd i wybijając się na grzybku wpadł na innego zawodnika,uszkadzając jego model.Chyba wszyscy przeżyli takie sytuacje.Filipowi zdarzyło się,że Mistrz Polski rozwalił mu Serwo.Ale to jest przecież wpisane w ten sport.Po wyścigu „destruktor” zaproponował rekompensatę. Sprawa wydaje się prosta i banalna ,jak jedna z wielu,ale nie ma nic bardziej błędnego. W tym Momocie pojawia się „Pan” sędzia główny zawodów i ze znaną wszystkim arogancją naskoczył na młodego pasjonata.Formą ogólnie przyjętą za niecywilizowaną zaczął straszyć Wojtka dyskwalifikacją.Padły słowa cyt.”jak nie umiesz jeździć to nie przyjeżdżaj na zawody…”.Gdyby nie interwencja ojca i stanowcze „postawienie”się wobec ataku sędziego,chłopak wróciłby pewnie po pierwszej eliminacji do domu. Podsumowująć ,może zbyt długi i nudny wywód należy czytelnika poinformować,że tym sędzią był Jan Matukin ,mający o sobie ogromne mniemanie jako guru modelarskiego,finansowany i tolerowany przez przez LOK.Czy taka postawa wobec młodego pasjonata ,daje nam wszystkim szansę rozwoju naszego sportu na zdrowych zasadach.Mam nadzieję,że w dalszym ciągu zagląda tu Pan Melion.Panie Włodku to przez takich ludzi macie Wasze problemy,to Oni sypali Wam kłody pod nogi i piach w oczy.Mam nadzieję też ,że PZMOT nie dopuści takich ludzi do prawa głosu i potrafi trzeźwo wartościować pseudo działaczy,i tych pokroju J.Matukina wyśle na „śmietnik”modelarskiej historii.
Ps.Miałem już nic nie pisać na temat Panów śędziów,ale determinacja i oburzenie ojca Wojtka,kiedy opisywał tę sytuację, spowodowała odkurzenie mojej klawiatury. Jedno jest pocieszające,że pasja jaką posiada Wojtek nie poddaje się takim pseudo działaczom.Być może jeszcze w tym roku spotkamy się na torze i na hali u Wojtka…
_________________ O organizatorach PMMS RC IPN nie ma nic do powiedzenia...
|