Witam.
Pozwoliłem sobie na odświeżenie tematu, gdyż jestem właśnie przed wymianą wszystkich dyfrów w swoim truggy. Czytam i czytam i nie bardzo potrafię się zdecydować na jakieś konkretne gęstości oleju. Zdaję sobie sprawę, że zależy to od preferencji właściciela i na pewno u mnie też wiele w tym temacie wyjaśni się w ciągu sezonu, ale nurtuje mnie jeden problem, a mianowicie:
Od jakich gęstości oleju dyfer zaczyna nam się spinać, a dokładniej, jaka gęstość oleju pozwala nam uniknąć tego co dzieje się w normalnych autach przy rozpiętym dyfrze, czyli przeniesienie całej mocy na nieobciążone koło, przez co tracimy zdolność przyśpieszania.
Jako, że swoim modelem będę poruszał się raczej rekreacyjnie po bezdrożach, po torach raczej rzadko, myślałem o dość mocnym spięciu centralnego dyfra, czyli zalanie go olejem SIIM 100000 i użycie wartości rzędu 70000, 50000, 30000 na przód i tył (jeszcze czytam i myślę). Zaznaczam też, że chodzi mi o zapewnienie w miarę stałego napędu na cztery koła, nie powodując jednocześnie promienia skrętu wynoszącego 40 metrów
W specyfikacji Mugena MBX-6T znalazłem wartości 7000 wt -10000 wt - 4000wt. Zdaję sobie sprawę, że to ustawienia torowe, wyścigowe, a mi chodzi bardziej o ustawienia dla MT. Nadsterowność mile widziana.
Mam set-up book Hudy’ego, ale tam mamy określone to w stylu: gęściej z przodu masz tak, rzadziej z tyłu masz tak, a mi bardziej chodzi o to, w którym momencie zaczyna się to „gęsto”. Bo np. 10000 to już gęsto w stosunku do 3000, ale znowu rzadko w stosunku do 50000.
I jeszcze jedno, ale to już tak, pół żartem, pół serio. Skoro mamy gęstości oleju sięgające 500000, to po co używać do spinania dyfra np. ciastoliny?
Pozdrawiam.