W piatek po pracy bylem padniety jak sledz, wiec polozylem sie wczesnie odkladajac przygotowania na sobotni poranek. Pobudka o 5.00 rano, i goraczkowe pakowanie sprzetu. Przepalilem dziury w nowej karoserii, zaczalem ladowac akusa, ale nie dalem rady robic juz rozdzielacza dla zasilania pchelki - na szczescie okazal sie zupelnie niepotrzebny.
Poskladalem swojego poczciwego FF01 i zaczalem upychac wszystkie klamoty w duzej torbie. Wszystko sie szczesliwie zmiescilo, choc pakiet nie zdazyl sie naladowac. Nie obeszlo sie bez wpadki, po 200 metrach musialem wrocic gdyz przypomnialo mi sie ze nie wzialem kabla od zasilacza do ladowarki. Autobus przyjechal o 6.40 , zapakowalem do niego swoje osci oraz sprzet i ruszylismy. Podroz mijala spokojnie, poranek wstawal piekny i sloneczny. Z czasem ogoras z trudem wczlapal na strome wzniesienie i zaczal z ulga zjezdzac do kotliny klodzkiej. Do miasta zajechalem od polnocy, w oddali rysowaly sie kontury twierdzy skapane w porannym sloncu. W pamieci mialem mapke ze strony rcauto, wiec goraczkowo szukalem stacji pkp. Wreszcie przystanek, i z zadowoleniem stwierdzam ze wszystko jest na miejscu: z przodu most, z tylu stacja. No to chyba trafie. Przeszedlem przez most, i udalem sie wzdluz brzegu w gore rzeki w poszukiwaniu stadionu. Po kilkunastu minutach marszu osiagnalem cel, dostrzezone korty tenisowe nie pozostawialy watpliwosci.
Zszedlem ze skarpy i moim oczom ukazal sie upragniony widok - pomost, namioty, oraz krzatajacy sie wokol nich ludzie. No to bylem w domu. I ten slodki odglos sunacych po torze elektrykow. Uderzyl mnie panujacy spokoj i porzadek, kazdy zajety byl swoimi sprawami. Udalo mi sie zdaje sie dojechac przed 9.00, bo kilka modeli smigalo po torze. W pierwszej chwili nie bardzo wiedzialem gdzie sie rozlozyc, chwila konsternacji, ale na szczescie udalo mi sie dolaczyc do Roberta Motyla i mlodego Bernady. W pospiechu rozwalilem sie obok nich, po cym pobieglem chapnac troche toru w opony. Polozylem model na torze i szybko wbieglem na pomost.
Tor robil wrazenie, ale nie bylo mi dane go podziwiac gdyz palec zacisnal sie na dzwigni gazu i bryka ruszyla.
Pierwsze wrazenie nie bylo najgorsze. Samochod jezdzil dosc szybko, w srodku mialem Monster Horsepower. Za to zakrety wprawily mnie w oslupienie, moj woz pokonywal je z ogromnym trudem, co chwila wpadajac w poslizg. Zle jest - pomyslalem, ten naped na 2 kola to dla mnie porazka, tym sobie tu nie pojezdze. Zrobilem pare okrazen zanim sedzie nie zaczal wzywac wszystkich na rozpoczecie. Zataszczylem kaszlaka, chwila przedmowy, i juz zawody otwarte.
Bieg 1.
Nie dane mi bylo dlugo siedziec, na tablicy wyczytalem ze jestem w grupie 3 DTM standard, i wkrotce ta grupa zostala wywolana. Zanim zaczailem ze to chodzi o mnie, zanim poskladalem model, zostala minuta do startu. Pedze po pchelke, wlasnie sie zastanawiam jak sie ja wyciaga gdy nagle glosny syk. Nie wiem co jest grane, ale spojrzenia pozostalych skierowane w moja strone zmusily mnie do przegladu sytuacji. Patrze a to wlasnie z mojego modelu sie dymi. Szybko klade woz, sciagam karoserie patrze, ale kanal, wszystko zjarane, rozerwany pakiet sie gotuje, reglera w ogole nie widac tyle z niego dymu leci, szarpie za kable bo wiadomo zwarcie, ale juz za pozno. No i sobie polatala mysz! - mysle wsciekly na siebie. Popierdzielilem przewody! Jak to sie moglo stac. Sedzia z politowaniem stwierdza zebym pchelke odlozyl, zabieram wiec model no bo co tu duzo gadac, psiakrew znowu sztuczke pokazalem.
Zalamany wracam na pozycje wyjsciowe, wale sie na krzeselko zrezygnowany i wstrzasniety zajsciem. Pakiet mialem zapasowy, ale geste kleby bialego dymu wydobywajace sie z reglera jeszcze kilkadziesiatsekund po pozarze nie zostawialy watpliwosci.
Mowie ze model spalilem i po zawodach, zwarcie. Robert Motyl rzucil okiem, i mowi zeby regler sprawdzic , bo moze cos z niego jeszcze byc.
Okazalo sie ze mial pod reka lutownice. Poszedlem z mieszanymi uczuciami na serwis innej grupy. Po powrocie zajalem sie modelem. Odlutowalem banany od spalonych kabli, i w przerwie miedzy zawodami zrobilem probe. Dziala regler! No to pojezdze, ale fart!
Bieg 2.
No i z zapalem zabralem sie do naprawy. Zdazylem na drugi bieg.
Znow o malo nie pomieszalem kabli, ale tym razem iskrzenie sprowadzilo mnie na ziemie . Zdalem sobie sprawe ze mam krotkie przewody a dlugie czarne koszulki termokurczliwe, stad latwo o pomylke bo w dloni nie widze kabla i myli mi sie masa. Ledwie zdazylem na start w ostatnich sekundach. Alez tu trzeba kontaktowac! - mysle. Po chwili charagiewka i startuje jako ostatni.
Nie bede klamal, walczylem z torem a nie z rywalami na torze. Woz byl dosc szybki, ale na zakretach obracal sie o 180 stopni. Z trudem pokonywalem kolejne okrazenia, wreszcie wyscig sie skonczyl, niewiele z niego pamietam, pare razy sie zakopalem ale obeszlo sie bez pomocy serwisu. Chyba nawet nie bylem ostatni, okazalo sie ze po drodze cos wyprzedzilem, nie wiem jak ani kiedy z nadmiaru wrazen.
10 okrazen, ten wynik dal mi przedostatnia pozycje, bylem bardzo zadowolony.
Bieg 3.
I znow serwis, pozniej rozladowanie i naladowanie pakietu. Dzielilem sie wrazeniami. Okazalo sie ze moj woz mimo napedu na jedna os byl znacznie wolniejszy niz wozy zawodnikow z czolowki jezdzacych na maszynach 4wd, a nawet nie porywal w mojej grupie w ktorej jeden zawodnik robil po 14 okrazen objezdzajac mnie bez pardonu pod kazdym wzgledem. Robert Motyl obejrzal moj silnik, i stwierdzil ze jest zuzyty i do nicego, zmienilem na Green Machine i zebatke atakujaca na zab mniejsza. Tym razem spokojnie juz na start wczlapalem jako pierwszy. Start i znow walka. I znow bije sie z torem, moj woz w ogole nie lubi zakretow, zwalniam na maksa a i tak najdrobniejszy blad i obraca sie wokol wlasnej osi. Zaaferowany cala sytuacja na ktorejs prostej wrylem sie na pelnej predkosci w metalowe barierki ogradzajace tor, huk trzask i stoi. Na szczescie jest serwis i jade dalej. Wreszcie koniec, 11 okrazen, chyba znow bylem przedostatni lub ostatni z niewielka strata. Karoseria przezyla te czolowke z metalem bez szwanku, ale miedziane wystepy pod kable na silniku mocno sie wgiely przy tym uderzeniu. Bylem zadowolony z lepszego wystepu, robilem sobie smaka na 12 laps.
Bieg 4.
Juz w domu stiwierdzilem ze mam zjechane lozyska w jednym tylnym kole. Wymienilem, lekka poprawa, ale to wciaz nie to. Sprawdzilem tez zebatke odbierajaca, bardzo slabo kreci, zmienilem lozyska i zdecydowana poprawa. Zalozylem znow wieksza zebatke atakujaca.
W miedzyczasie rozladowanie i ladowanie. Wreszcie wyscig. Juz sprawnie sie to odbywa. Start i jazda. Na pierwszym zakrecie wyprzedzam jakis woz, moze dwa. Ale pozniej znow bledy na zakretach, i objezdzaja mnie.
Moj woz przed kazdym zakretem mowi stanowczo : nie! Zaciskam zeby starajac sie odrobic strate. Po 6 okrazeniu awaria, woz nie skreca, polecam zeby go zostawic, sam obserwuje wyscig. Znow jestem wkurzony bo nie wzialem nic z zapasu do sterowania. Koniec wyscigu, zostawiam woz do kontoli technicznej, i ide serwisowac.
Po wszystkim sprawdzam, na szczecie to tylko servo saver sie rozkrecil.
Bieg 5.
Poskladalem model, naladowalem akusy, bylo juz pozno, ale szczesliwie wypadlo ze zdaze pojechac ostatni bieg przed ostatnim autobusem powrotnym. Zaplacilem wpisowe, spakowalem wszystkie klamoty, zostawilem tylko model i aparature. Wreszcie wyscig. I znow siluje sie torem, i godze sie z tym ze tym zlomem nie pojezdze tutaj, 2wd nie dla mnie, moze i sa ludzie ktorzy z tego wozu wyciskaja swietne wyniki, ale ja wole styl jazdy 4wd. Znow bledy, na niektorych odcinkach idzie mi lepiej niz na poczatku, na innych gorzej. Na moich oczach ten najlepszy na prostej efektownie mnie objezdza mimo iz wgniatam gaz do konca.
Jest zdecydowanie szybszy. Znow ostatni, 11 okrazen, z rozpedu pojechalem na spokojnie jeszcze jedno i trach pikla sobie pchelka, ach one jeszcze licza, ups. No ale odliczone, i zasluzone ostatnie.
Biegne na dol, wylgalem sie od serwisu i kontroli technicznej, wrzucilem model w torbe szybko pozegnalem sie i heja na autobus. Chlapnalem jeszcze butle coli w spozywczaku, wyjazd 19.20 i o 21.20 jestem w domu. Na nieszczescie razem z pchelka ktora mi sie objawila po zdjeciu maski w domu.
Ogolne wrazenia - rewelacja. Poznalem kilku fajnych ludzi, obejrzalem sobie w praniu jak jezdza asso i xraye i tt-01. Kupilem kilka czesci od czecha, pojadlem kielbasy na pobliskim festynie. No i poscigalem sie, wprawdzie glownie z torem, ale i tak bylo fajnie. Uderzyla mnie przewaga mocy jaka mialy modele w mojej klasie ktorymi jezdzili zawodnicy z grupy pierwszej, najlepszej, a nawet drugiej i trzeciej. Ani chybi, ogromna nadwyzka mocy w tych wozach byla wyrazna. Doszedlem do wniosku ze na zawodach trzeba miec silnik w perfekcyjnym stanie, a nawet dopalony, i porzadne profesjonalne ogniwa odpowiednio traktowane, aby miec szanse na nawiazanie walki. Nauczylem sie ze nie kupuje sie uzywanych silnikow i uzywanych akusow. Nastepnym razem wyfasuje sobie woz z napedem na 4 kola. Bo jesli jeszcze cos w przyszloci bedzie w Klodzku, to i ja tam bede
