Nie ma nic gorszego jak obojętność... Dlatego zacznę ocenę zawodów w Ścinawce .A jest o czym pisać. Te dwa dni stały się przysłowiowym wyjątkiem od reguły

.Być może milczenie jest spowodowane obawą krytyki.

Ale...
Zaczęło się już w sobotę . Pomimo wstania o godzinie 5 rano,ekipa sędziów z Wrocławia dotarła dopiero w okolicach godz.8 . W między czasie na sali w Ścinawce zafunkcjonowała plotka,że za Bardem w rowie leży niebieski busik...

Było to na szczęście domniemanie i na siłę łączenie faktów.
Zawody zaczęły się z opóźnieniem. Zaplanowano 5 eliminacji i 3 finały. Już pierwsze starty i baczna kontrola zawodników z klasy "Hobby junior" wykazała błędy w liczeniu okrążeń.Korekta była prosta,ale uznano ,że trzeba przełożyć pętlę. Kolejna przerwa. Po zmianie anteny przypadki dzielenia okrążenia na dwa pojawiała się sporadycznie. Do tego sporadycznie pojawiały się "zawieszenia" programu liczącego w momentach sczytywania wyników do publikacji na żywo .Powodem tego był rozwidlacz USB. Dało się wyczuć pierwsze symptomy napięcia wśród niektórych zawodników. Napięcie często przekładało się na styl jazdy.
Generalnie zawody przeciągnęły się aż do 21,30 .Zmęczenie wyrzeźbiło na nie jednej twarzy wyraźne piętno. Przysłowiowym gwoździem sobotniego dnia okazał się ranking sporządzony wieczorem przez administratora strony rcauto. Punkty wywalczone przez Błażeja Orłowskiego ,zwycięzcę wszystkich 5 sobotnich eliminacji przypisano nieobecnemu Michałowi Blachowskiemu.
Wieczór spędzony "po Bożemu" i piękny, pogodny poranek ,okraszony wspaniałym śniadaniem w wykonaniu Jacka Osiewały, napawały optymizmem.
Nic bardziej mylnego. Nastawieni na wcześniejsze i reżimowe rozpoczęcie zawodów z niepewnością spoglądaliśmy na drzwi z niecierpliwością oczekując na przybycie osoby z transponderami.

Zapamiętane,sobotnie napięcia nerwowe rysowało czarne scenariusze...
Udało się jednak rozpocząć zawody. Przyjęto konwencję 4 eliminacji i 3 finałów.Problemy z zawieszaniem się "przeklętej" Visty pozostały.
Co jakiś,sporadyczny czas pojawiały się problemy z liczeniem kółek.Dotyczyło to klasy Hobby Junior. Sztuka korygowania wyników została opanowana. Co jakiś czas pojawiały się w kuluarach dyskusje np. na temat temat zmian w klasie Hobby Junior. Zacietrzewienie dyskusji oponentów emanowała w "kosmos" negatywne fluidy...
Ale jakoś to wszystko niby się kleiło do momentu kiedy okazało się,że gość od grilla nie zapewnił karkówki w niedzielę dla wszystkich.
To zaowocowało tym,że dwóch ,mało istotnych,ale... członków składu sędziowskiego ,musiało udać się w plener ,celem konsumpcji.
W tym czasie odbył się niefortunny pierwszy wyścig finałowy w klasie Modi. Pierwsze okrążenie nie dla wszystkich zostało policzone prawidłowo.Trzech zawodników powinno mieć manualnie skorygowane wyniki. "Ofiarą" zaistniałej sytuacji stał się Szymon Niebora. Wynik wykazywał 5 miejsce,a powinno być 3. Ta sytuacja nie dotarła do mnie w odpowiednim czasie.
Zawieszenie Visty w drugim finale Modi dopełniło goryczy. Ale zawodnicy tak "królewskiej" klasy potrafili sami określić miejsca. Nawet nie trzeba było używać palcy do liczenia. "Swądek" jednak pozostał.
Była interwencja "mecenasa" Michalskiego(przyp.red. pełnomocnik bezpośrednio nie związany z zaistniałą sytuacją) w sprawie klasy Modi...,niestety trochę spóźniona bo po finałach kiedy dyplomy zostały wypisane. Przywołany "smrodek" został delikatnie rozdmuchany na większej powierzchni.
Potem to już pozostało tylko "pozbyć" się dyplomów i trofeów i do chaty. Niestety jak się okazało na zakończenie też pojawił się błąd ,wynikający z sobotniej pomyłki w rankingu. Jeden z pucharów nie został wręczony Błażejowi Orłowskiemu. Niestety "wychwycił" to dopiero w poniedziałek Szymon Niebora, jeden z niedzielnych ,pokrzywdzonych.
Reasumując. Zastanawiam się co było powodem takiego "dwu dnia "Konia.? Może to agresywny atak wiosny ,wywołujący generalne rozprężenie i skierowanie emocji na intensywnie rozwijającą się przyrodę. Jak to mówią "unoszącą się ruję "w powietrzu.
Bo nie wyobrażam sobie żeby to była, w stylu LOK-owskim,rutyna,nonszalancja i samouwielbienie.
Jedno można tylko powiedzieć "wyjątek potwierdzający regułę"... mam cichą nadzieję. Złe fatum które nas opuści w nowym sezonie.To mobilizuje jak kubeł zimnej wody...
Pozdrawiam wszystkich,którzy brali udział w całym cyklu i mam nadzieję,że wspominają pomimo wszystko, dobrze.Do zobaczenia.
Ps. mnie ,pomimo wszystkiego, pociesza zapamiętany uśmiech Darka Rząsy,nawet w sytuacjach głupich "dogaduszek"...dzięki za spędzony wspólny czas.