Uwaga ze znaczkami to co najmniej gruby nietakt... Modelarstwo jest drogie ale bez przesady, znaczki też potrafią kosztować swoje. Jak zaczynacie mówić o zawodowcach to od razu na myśl przychodzi mi analogia z zawodowymi kierowcami, rajdowcami oni też by wam powiedzieli, że większość aut nie nadaje się do rajdów (a przecież w Polsce organizowało się nawet amatorskie wyścigi maluchów...) bo się wszystko rozleci po pierwszej jeździe, nawet każdy świeżo upieczony kierowca chciałby jakieś bezawaryjne Audi lub Mercedesa, ale kasa... I gdyby wszyscy tak by patrzeli to większość dzisiaj nie myślałaby o zrobieniu prawa jazdy.
Osobiście uważam, że zabawę można spokojnie zacząć za 500 zł nawet dokupując dodatkowy pakiet i ładowarkę. Ale oczywiście ze wszystkimi możliwymi konsekwencjami tego wyboru. Nie mniej da się zacząć jeśli ktoś jest jeszcze niezdecydowany.
Jeśli ktoś ma konkretne wymagania to musi się liczyć już z kosztami. Jeśli chce zacząć zabawę od zawodów nawet w skali micro to niestety rzeczywiście 500zł to za mało i nawet 4 razy więcej będzie mało... wszystko zależy od potrzeb. Jeśli komuś się marzy po prostu własny model i pośmiganie to nawet przeklinane przez niektórych HSP się nada (FF jako on-road lub Hunter/Troian jako off-road). Jak ktoś w dodatku kupi nówkę to przynajmniej będzie wiedział na czym stoi i za co zapłacił, zamiast jeszcze się stresować i zastanawiać czy używka jest zajechana czy po prostu ten typ tak ma. A jak ktoś jest modelarzem z prawdziwego zdarzenia to prawdopodobnie sam sobie zbuduje model od zera i jeszcze coś mu zostanie z tej kasy.

Poza tym. Panowie, kasa, którą trzeba wydać na naprawdę porządny model to równowartość używanego, zadbanego, prawdziwego auta, a nie zabawki. Ciekawe ile trwało u was uświadamianie sobie, że rzeczywiście kawałek plastiku, stali, aluminium, miedzi i krzemu jest wart takiej kasy? I jak myślicie jak długo trzeba przekonywać rodzica/samego siebie żeby taki wydatek uzasadnić i nie mieć wyrzutów sumienia? Trzeba się po prostu w coś wciągnąć...
Sam też wolę polecić RTR, rzadko się trafia naprawdę dobry używany model, który przetrwa bez dodatkowych inwestycji co najmniej kilka pierwszych jazd i jego cena jest na tyle atrakcyjna aby opłacało się rezygnować z nówki i chociażby podstawowej gwarancji (tak, to też kosztuje swoje). Największe grzechy główne modeli używanych to: w 100% sprawny ale kilka rzeczy klejonych (długo takie elementy nie trzymają), ręczne modyfikacji (np. zaklejanie dyferencjałów, w modelach do driftu tak, że później nic się już nie da z tym zrobić), ukręcone gwinty, nieoryginalne śruby, zniszczone końcówki na elementach zaciskanych, brak odpowiedniej konserwacji i rdza na łożyskach, która dość szybko "zabija" model, przegrzane regulatory i silniki (pierwszy model, który kupiłem wytrzymał dwa pakiety, potem w silniku wysypało się łożysko i niezbędna była wymiana), dobite pakiety. Długo można jeszcze wymieniać. Przecież też nikt nam używki nie sprzeda za pół darmo tylko dlatego, że jest używana... to powinno również dawać do myślenia.