Pozwolę sobie zacząć, choć nie mam siły na czytanie wszystkich postów z tego tematu. Właśnie wszedłem do domu, wyjechaliśmy z Turynu wczoraj o 18.00...
Wszystkiego i tak pewnie nie opiszę, ale jako, że pierwszy raz byłem na tego typu imprezie mam mnóstwo spostrzeżeń, którymi postaram się podzielić;
1. po pierwsze przygotowanie! Pewnie to wiecie, ale widać gołym okiem różnicę poziomów zawodników teamowych i takich szaraczków jak np. ja. Wsparcie zawodników i osób związanych z teamami było widać. Były dla nich pakiety, specjalnie przygotowane silniki i regulatory, team Xray miał do 1/12 kilkaset sztuk opon- specjalna cz\arna limitowana edycja Parma. Widać też było, któremu polskiemu dystrybutorowi i team holderowi zależy na rozwoju naszych zawodników za granicą, a który ma to centralnie w d...e. Miłym akcentem dla Łukasza K. i Wojciecha K. było wspólne zdjęcie z teamem Xray, do którego zaprosił Pan Hudy. I choć nie są stricte w teamie, jeździli modelami Xray w klasie 1/12. Morris I. też nie mógł narzekać na brak wsparcia ze strony zawodników Tamiya, Łukasz K. dodatkowo miał wsparcie Oscara Jansena, w pełni zasłużenie. I tyle...
2. Poziom- na pewno śledziliście wyniki w necie. Odniosę się tylko do Europa vs Polska. PRZEPAŚĆ. Pomijam już punkt 1. ale to co wyprawiała czołówka... Tak na prawdę sprzętem nie odbiegamy w ogóle, tylko całą resztą. I dopóki będziemy zamknięci we własnym zaścianku i słuchali rad i porad różnych polskich "guru", tak długo będziemy zaściankiem modelarstwa Europejskiego i światowego. Przykład? Podobno 1/12 Corally to góówno, tak mówią niektórzy. Odpowiedź- na 60 zawodników przynajmniej 20 używali modelu Corally, 2 w finale A, rozmawiałem z nimi, przytaczając wypowiedzi naszych "guru". W odpowiedzi od jednego zawodnika otrzymałem międzynarodowy bezdźwiękowy znak; wskazujący palec prawej ręki uderzający rytmicznie w czoło

Nasz poziom kształtują również mity i kity wokół których się obracamy. Tak na pewno się nie rozwiniemy. Drugorzędna jest tu sprawa treningów i przygotowania psychicznego.
3. Sprzęt. Początek w punkcie 2. Co do reszty. Ładowarki, baterie i takie tam mamy na światowym poziomie. Z mojej szybkiej ankiety wzrokowej elektroniką nie odbiegamy a nawet jesteśmy w czołówce. Co do podwozi- znów daje znać o sobie ślepe patrzenie na opinie "guru". Nagle się okazuje, że "gówniany" nowy Xray jeździ super, Asso TC5 i R5 bez żadnych przeróbek dają radę, CRC produkuje swietne dwunastki, Corally jest w Europie bardzo popularne, jedyne modele, których nie było to Serpent, jakieś dwie trzy dwunastki, co do Modi to chyba żadnego. Czyli wszystko na opak...
4. TOR i miejscówka. Pierwszy i drugi dzień pokazał, że przedstawiciele Efry chyba byli na zawodach w Tarnowie, żeby podpatrzeć jak się nie układa wykładziny

. Do tego bałaganiarstwo Włochów i ugotował się niezły bigos. Wszyscy klęli w żywy kamień. Tor o powierzchni około 28x14 ułożony był z dwumetrowych pasów i z początku w ogóle nie był poklejony taśmą z zewnątrz. Moja rakieta w kolorach tęczy jak raz wpadła pod dywan to organizator musiał się czołgać pod wykładziną, żeby go wyjąć

. Włosi trzeciego dnia się poprawili i kupili dobrą szarą taśmę, ale niesmak pozostał... Do tego grzybki, które w ogóle nie spełniały swojej roli, były małe i płaskie, czwartego dnia niektórych w ogóle już nie było widać, tak były nagumowane. Podest na wysokości ok. 1,5 m to żenada (niestety umiejscowienie toru w galerii handlowej z niskim dachem nie pozwalało na wiele, aczkolwiek 0,5 m wyżej się dało. Szklany dach powodował, że zawodnicy jadący w godzinach po 12.00 prócz rywali walczyli z promieniami słońca wpadającymi przez szyby a wieczorem z kolei oświetlenie było słabe. Plusami były elastyczne bandy wykonane z kątowników PCV i oklejone taśmą. Ogólnie tor szybki przyczepny i fajny- w 1/12 najlepszy czas kółka to 10 sekund z hakiem. Ogólnie jednak spodziewałem się znacznie lepszej jakości, z resztą nie tylko ja.
5. EFRA, przepisy i nne- Otwarcie po drugim dniu było komedią, bez wdawania się w szczegóły czułem się jak małpa w zoo stojąc z szyldem POLSKA wśród spacerujących Włochów robiących zakupy. Tutaj za to widać było, której organizacji z poszczególnych krajów zależy na dobrym wizerunku; Szwedzi w koszulkach, Włosi tradycyjnie stylowo, koszule wyszywane, Niemcy koszulki, Litwa Koszulki, Francja koszule a my... jak kloszardzi pod mostem, każdy w tym co miał. ŻE NA DA. Właściwie otwarcia mogło by nie być.
Po każdym biegu kontrola techniczna, modele z nieprawidłowościami opisane naklejką na budzie, podwozie zaznaczone (zmiana wymagała zgłoszenia), aparatury i budy z numerkami, depozyt zorganizowany, podczas eliminacji i finałów telebim i monitory z wynikami, dwóch sędziów (z uprawnieniami!!!) z komputerem na podeście. Jeśli sędzia o czymś dyskutował z zawodnikiem to robił to rzeczowo i żartobliwie, grzecznie i kulturalnie o coś prosił, jeśli model dublowany przepuszczał zawsze zawodnik usłyszał od sędziego swój numer i słowo "Dziękuję" (!!!!!!!!!) a jak był jakiś problem to do dyskusji wzywani byli tylko Team Managerowie i rozwiązywali sporne sytuacje.
Niestety tem fajny obraz psuły opóźnienia związane głównie z koniecznością naprawy wykładziny, najdłuższe opóźnienie w finałach spowodowane było ewidentnym błędem sędziego głównego- najsłabszy finał klasy 1/12 miało jechać trzech zawodników, choć sędziowie wiedzieli, że dwoje z nich w ogóle nie startuje w tej klasie. Mało Stop & Go, sędziowie zezwalali na ostrą walkę, nawet nie było żadnych dupereli pamiątkowych dla zawodników- spodziewałem się czegoś innego.
Po co tam pojechałem?
Po naukę, po wiedzę, którą zdobyłem, nie wstydzę się swojego wyniku, patrząc na umiejętności spokojnie mogłem być 10-12 miejsc wyżej. Zawiodło przygotowanie i brak doświadczenia. Ale to czego się nauczyłem przez cztery dni na pewno będę wykorzystywał przez znacznie dłużej. Gdyby była możliwość treningu przed finałami w niedzielę, na pewno bym znalazł przyczynę swojego niepowodzenia, ale uważam, że przynajmniej miałem jaja żeby tam być. Poznałem na prawdę fajnych ludzi. Pieniędzy jak wszyscy nie miałem. Ale uwierzcie mi, że przez cztery dni nieco rozpustnego życia w Turynie wydałem niewiele więcej niż podczas dwóch dni naszych rodzimych zawodów.
Na koniec chciałbym podziękować Filipowi Z., Łukaszowi K., Wojciechowi K., Patrykowi R., Danielowi S., Romanowi S. Morrisowi I., i Janowi S. za bardzo mile spędzone cztery dni, za pomoc i ogólnie sympatyczną atmosferę.
Jeśli mi się coś jeszcze przypomni to napiszę. Idę spać.
PS Acha, odpowiadając na pytanie Arka; Hagberg w dwunastkach miał duże szanse na wygraną, w finałach niestety go wysadzili, potem popełniał kilka niewielkich błędów. Ogólnie widać było, że starzy wyjadacze wygrali z nim psychiką i doświadczeniem, co do modi to się nie wypowiadam, po prostu nie chcę przeinaczyć, ale widać, że chłopak ma potencjał i rękę, na pewno jeszcze pokaże na co go stać.
Rheinard wygrał fartem, ale to wynik idzie w światy a nie sposób jego osiągnięcia.