Swoją relację z ostatnich eliminacji piszę już dziś gdyż będzie ona najbardziej świeża i aktualna. Jak narazie były to najtrudniejsze technicznie zawody na jakich byłem. Po przyjeździe na tor ustawiony przy ul. Ks. Skorupki w Łodzi doznałem lekkiego szoku. Całą drogę byłem przekonany
że będę jechał po asfalcie lub poprostu płytach betonowych bo tak wspomniano na forum ale na miejscu zastałem zwykłe płytki chodznikowe 50x50cm niezbyt równo ułożone a do tego z większymi i mniejszymi ubytkami w postaci dziur i wyrw. Niestety za wygląd i nawierzchnię toru daję
MEGA MINUS !!! Miałem ze sobą dwa modele jednak jak zobaczyłem co się święci odrazu podjąłem decyzję że jeśli mam zabić to tylko ten stary wysłużony już na poprzednich eliminacjach egzemplarz -
drugi został w bagażniku i nie jeździł tym razem wcale. Po pierwsze tor był bardzo mały a już na pewno
za mały dla modeli 1:5 petrol. Długość prostego odcinka nie przekraczała 15 metrów , po drugie jego zewnętrzną granicę wyznaczały stalowe konstrukcje balustrady -
co zostawię bez komentarza MINUS, a po trzecie były aż cztery hopki dodatkowo dzielone na szerokość toru na hopkę mniejszą i większą aby nieco utrudnić przejazd - wystarczyłyby dwie a modele tak samo by się sypały na tym torze -
MINUS - zły najazd na hopkę tzn na jej środek = lot modelu bokiem lub kraksa. Co do reszty było w porządku, organizator zadbał o zaplecze serwisowe i nie trzeba było nawet rozkładać swoich stolików i krzesełek bo wszystko było na miejscu w środku na hali gdzie zwykle odbywają się znane w całej Polsce Targi Łodzkie - za to
PLUS. Piszę znane gdyż sam już kilka lat temu miałem okazję być tutaj podczas Międzynarodowych targów CEDE 2003. Wracając do samych zawodów to jak zwykle na HPI challenge atmosfera miła i przyjacielska. Znowu poznałem kilka osób i tylko dzięki uprzejmości
Jurka Motłocha z Cieszyna mam trochę fotek z przejazdu i film.
Jurku 
- tylko tak dalej a niebawem
zajmiesz miejsce Jacka Witkowskiego jestem tego pewien, to tylko kwestia czasu !

Moja sobota była tragiczna, bez awarii przejechałem tylko eliminacje a potem w finałach model zaczął się już sypać niestety. Poszedł drążek skrętu który wymieniłem ale zabrało to aż 3 minuty więc nie miałem już szans i mimo powrotu na tor straciłem nadzieję na dobry wynik. W drugim finale tak nieszczęśliwie dachowałem po skoku że przetarłem kabel antenowy i model przestał poprawnie reagować na aparturę, sam zdjąłem go z toru bo dziwnie się zaczął zachowywać. Dopiero dziś w niedzielę po przeprowadzeniu generalneego przeglądu maszyny z rana udało się w całości w miarę poprawnie przejechać finał Najpierw nakręciłem 86 a potem 88 okrążeń co w porównaniu z poprzednim dniem było cudownym wynikiem (54 i 78 ). Bartek nie miałtyle szczęścia i już w sobotę na pierwszym biegu połamał tylni wahacz a po wymianie końcówki ponownie ją złamał już na początku pierwszego finału, do tego skrzywił płytę podłogi i zmielił zębatkę orczyka na serwie skrętu. Wspólnie naprawialiśmy ten model z dobre dwie godziny. Tak więc patrząc na zniszczenia w modelu Smartech Monster doszedłem do wniosku że mam ja miałem dużo szczęścia na tych zawodach. Jak nigdy
napatrzyłem się na tak dużą ilość połamanych wahaczy, zwronic i zębatek dyfrów że wystarczyłoby tego na trzy eliminacje przeprowadzone w warunkach normalnego toru off-road takiego jak Malince. Nigdy wcześniej nie widziałem też pękniętego bloku silnika ani wyrwanego kawałka opony z wkładką w modelu Baya a teraz owszem i takie rzeczy się działy. Tak więc podsumowująć całość VI Eliminacji moim zdaniem była to generalna masakra modeli nie mająca wiele wspólnego z profesjonalnie przygotowanymi zawodami jakie znałem wcześniej
ZDJĘCIA DODAM JUTRO TU!