|
Więc tak, wytrzymałość modelu (czytaj, samego podwozia) jak i awaryjność modelu nie jest zależne od napędu, a od tego, w co i z jaką siłą przywalimy. Ja na Twoim miejscu nie pozbywałbym się elektryka, bo możesz się zdziwić jak bardzo różni się używanie nitro od elektro. Przyzwyczajenie, że przychodzisz na plac, POWER ON i cieszysz się jazdą do padnięcia aku, odejdzie w siną dal. Może być tak, że zamiast jeździć będziesz regulował silnik, bo wczoraj chodził zaje…, a dzisiaj gaśnie co chwile. Ja akurat tak miałem, wychodziłem z bratem pojeździć, tylko, że brat jeździł, a ja marnowałem paliwo na regulację silnika, a jak juz wyregulowałem to rozsypały się np, łożyska w ataku. Niestety przekonałem się, że silnik silnikowi nierówny i nawet doświadczeni modelarze rozkładali przy nim ręce. Ja mam takie dni, że nigdy bym nie zamienił nitro na elektro, tym bardziej, że napęd nitro to dla mnie cała istota posiadania modelu, ale czasami zazdroszczę właścicielom elektro. Pomijając cały aspekt regulacji silnika, jedni to robią lepiej, drudzy gorzej, jak i właściwego dotarcia, które ma wpływ na przyszłościowe działanie naszego silnika, musisz sobie uświadomić, że w napędzie nitro jest kilka podzespołów, które mogą się z sekundy na sekundy posypać, a bez których dalej nie pojedziesz. Pierwszy, to szarpanka, nigdy nie wiesz kiedy pęknie Ci sprężyna, wtedy idealnym rozwiązaniem jest starter box, a szarpankę mieć tak na wszelki wypadek. Drugi to one-way, który może zacząć się ślizgać i z odpalenia nici, trzeci to klocki sprzęgła, które się np., spalą i przykleją się do ataku, mogą też paść łożyska w silniku jak i w ataku, no i jeszcze świeca. Generalnie uważam, że idealnym rozwiązaniem jest posiadanie i nitro, i elektro. Dlatego zakup spaliny jak najbardziej, sprzedaż elektro raczej nie. Pozdrawiam.
_________________ były spaliny, były konwersje, były tragusy, były bagusy, teraz nie ma nic. No może młody czymś pojeździ Pozdrawiam, Marek Kiełbusiewicz
|